Park Griffitha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Park Griffitha

Pisanie by Giovanni Alvarez on Czw Lip 16, 2015 1:23 am


Ogromny obszar zielony, często odwiedzany przez mieszkańców Los Angeles. Znajduje się tu Obserwatorium Griffitha. Park ma dość mroczną i tajemniczą otoczkę nawet za dnia.
avatar
Giovanni Alvarez

Liczba postów : 68
Join date : 01/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Vesna Popovska on Nie Sie 23, 2015 11:50 pm

Dziewczyna nie wiedziała, jak się tam znalazła. W zasadzie nie było to nic dziwnego, bo stworzenie to często dawało swym myślom galopować, zapominając o całym bożym świecie. Obudziła się dopiero teraz, kiedy w końcu nadepnęła na swoją  własną, rozwiązaną od dłuższego czasu sznurówkę. Wykonała piękny, klasyczny upadek, otarła z kurzu obolały nos i łezkę z oka, po czym rozejrzała się, ciekawa, czy ktoś był owego wyczynu świadkiem. Na szczęście była sama.
Podniosła się, poprawiła spodnie i okropny w jej mniemaniu ogon, zawiązała niesforną sznurówkę. Zakończyła piękną kokardą (naprawdę była świetna, taka symetryczna!) i zobaczyła przed sobą... skarpetkę zwisającą z krzaka. Wciągnęła z podnieceniem powietrze, sięgnęła po patyk, po czym podniosła za jego pomocą upatrzoną zdobycz. Trochę była brudna, ale można było dostrzec na niej wzorek w płatki śniegu i renifery.
Jaka historia mogła się za tym kryć?!
Może zgubił ją jakiś biedny człowiek, który przez Urząd Skarbowy stracił cały swój dorobek, ze smutku przepił swe ostatnie pieniądze, po czym przeszedł całe LA gubiąc kolejne części garderoby, po czym popełnił samobójstwo?
Świąteczny wzorek... może jakiś człowiek zmuszony był spędzić sam Boże Narodzenie, przepił majątek, zgubił ubrania i popełnił samobójstwo?
A może przechodził tędy indywidualista, który lubił staromodne skarpetki. Jak to się mówi...? Hipster? Uważał się za lepszego od innych, kochał czystość i nienawidził zwierząt... Matka Ziemia go ukarała i stado wściekłych nietoperzy uniosło go w przestworza?
A może ten człowiek ma się całkiem dobrze, ale to była jego ulubiona skarpetka i teraz za nią tęskni?
Bez znaczenia. - pomyślała. Przecież wszyscy dążymy do tego samego. Każdy człowiek, "Stwór" czy choćby ta nieszczęsna skarpetka.
O dziwo, w tej chwili jej myśli nie były dla niej ani trochę smutne, raczej rzeczowe i całkiem optymistyczne. Nawet prawie się uśmiechnęła! Pozwoliła sobie snuć kolejne historie krążące wokół samotnej skarpetki w mroku lasu. Potencjalny przechodzeń mógł zobaczyć, jak dźga średniej długości patykiem leżący na ziemi kawałek materiału z wyrazem wielkiego skupienia na twarzy, jak ośmiolatek wyrzuconą na brzeg morza meduzę.
To mój personalny faworyt wśród postów i oficjalnie dostajesz pochwałę za niego xD jest fantastyczny!


avatar
Vesna Popovska

Liczba postów : 23
Join date : 03/08/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Pon Sie 24, 2015 12:19 am

Krew. 
Tak, krew była tym, czego definitywnie teraz potrzebował. W ciągu ostatniej doby jadł, jednak sporo jej stracił przez... Przez uczucie zakochania. Groźny, bezwzględny wampir zakochał się, przez co płakał, a jego martwe serce szybciej marnowało bezcenny, życiodajny płyn. Wiedział, że pod wieczór będzie rozdrażniony, jak kobieta z okresem. W międzyczasie nerwowo pił kawę - oczywiście z filiżanki, z której wcześniej pił Johann. Naczynie stało się dla niego bezcennym reliktem, czymś, czego dotykały słodkie usta mężczyzny, które z taką gracją wypowiadały "nienawidzę cię" i "chcę cię zabić". Gilbert uwielbiał wysłuchiwać słodkich słówek, jakie w jego stronę kierował jego cudowny Pan Łowca. 
Po zmroku wyczołgał się z domu, lekko zamroczony spożytą ilością kofeiny. Jego zmysły, z naciskiem na węch, nie do końca działały tak, jak powinny, co też go lekko irytowało, ale dało się przeżyć... Albo nie przeżyć. Haha, żarcik. Zabawnie i śmiesznie. Gdzie to on nie był, kiedy wychodził na zewnątrz! Był wszędzie, ot, tropił trochę zanikający z wolna wśród obrzydliwych, cuchnących Przyziemnych zapach upragnionego od tak dawna mężczyzny, jednak niezbyt dobrze mu to wychodziło. Musiał chyba nieco przystopować z jedzeniem i napojami zwykłych ludzi, a skupić się na tym, co bez problemu przyswajał. 
W końcu jego nogi doprowadziły go do spornego obszaru Parku Griffitha, wielkiej, bezkresnej zieleni w tym niesprzyjającym zbytnio naturze i czystości mieście. Czy lubił tu przebywać? Prawdopodobnie tak, można było tak przypuszczać.Nie było to najgorsze miejsce tego typu, jednak bywał w piękniejszych parkach w czasie swego długiego życia. Oczywiście, jak to on, nie trzymał się chodników i ścieżek, bo po co? Nędzne, nietrwałe twory ludzi nie będą mu mówiły, jak ma żyć, o nie! 
Myśląc nieprzerwanie o łowcy, w pierwszej chwili nie zauważył maleństwa, które... Klęczało na ziemi i dźgało jakieś zwłoki wiewiórki, czy innego lemura madagaskarskiego... Wróć, to była jednak tylko skarpeta. Gilbert uniósł pytająco brwi, jednak milczał. W milczeniu też podszedł do stworka, prowadzony jak po sznurku pragnieniem krwi. Po chwili klęknął obok niej i przez chwilę badał wzrokiem jej szyję, wszak damy, nawet te maleńkie, gryzie się właśnie tam, wtedy im miło podobno jest. 
- Nie boisz się Wilka, Kapturku? - Spytał pozornie radośnie, szczerząc się szeroko.
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Vesna Popovska on Pon Sie 24, 2015 1:08 am

...a może był to jakiś cenny artefakt, ukryty pod postacią zużytej skarpetki? Czegoś takiego nikt nie odważyłby się podnieść. Tylko naprawdę śmiały odkrywca posunąłby się tak daleko, żeby ściągać brudne skarpety z krzaków. Wielkie poświęcenie musiało się wiązać z wielkimi korzyściami! Może jeśli zrobi z tego amulet... może wróci jej choć odrobinę magii? Tylko idąc tą logiką najcenniejsze artefakty musiałyby kryć się pod postacią zużytych podpasek i prezerwatyw, których w każdym parku nie mogło zabraknąć. Na takie poświęcenie nie była w stanie się zdobyć.
Kiedy poczuła ruch powietrza za sobą i usłyszała obcy głos, prawie dostała zawału. Nadal przyklękając obróciła się gwałtownie w jego stronę i znowu przewróciła, tym razem na plecy. Patyk miała cały czas w dłoni, a obracając się, niechcący czubkiem zahaczyła o skarpetę. W rezultacie siedziała teraz na ziemi, w geście obronnym wyciągając przed siebie patyk z brudną częścią odzienia na jego czubku. Skarpeta zwisała na badylu kilkanaście centymetrów od twarzy obcego przybysza.
- Ka-kaka-ka-kapturku? - wyjąkała, próbując odzyskać kontrolę nad oddechem. Tak się nie robi! Nie zachodzi się ludzi od tyłu i nie zaczyna rzucać tekstami rodem z bajek! Można sobie tyłek strzaskać! Ze strachu wpaść prosto w bagno lub ruchome piaski i wrócić do Matki Ziemi! A jeśli chodzi o zachodzenie od tyłu i gadanie o bajkach... - Jest pan pedofilem?
Pytanie wyrwało jej się po raz kolejny zupełnie bez pomyślenia. Nawet nie zdążyła pomyśleć o czym myśli! Od razu po zadaniu go zakryła usta dłonią i spojrzała na Gilberta z przerażeniem. No nawet gdyby wcześniej nie chciał jej nic zrobić, to teraz dała mu jakiś powód.
- Znaczy, na pewno nie! Przepraszam! Pierdoła ze mnie. Nie może pan być, nie ma pan wąsa. I pewnie ma pan normalne, nowoczesne imię, prawda? Ja mam na imię Vesna. Ja nic nie zrobiłam tej skarpetce, ona już taka była! Może szuka właściciela? Pan jest właścicielem? Może jest pan hipsterem? Wtedy przyda się panu taka biedna, porzucona skarpetka...
Nie odpowiedziała przybyszowi na pytanie, za to wyrzuciła z siebie całą porcję bezsensownych zdań w ramach obrony. Takie zachowanie wyraźnie świadczyło, że się wystraszyła, nie musiała więc odpowiadać. Nadal siedziała z patykiem ze skarpetką w dłoni.

//Dziękuję ;u;


avatar
Vesna Popovska

Liczba postów : 23
Join date : 03/08/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Pon Sie 24, 2015 4:26 pm

Nie spodziewał się, że aż tak ją wystraszy, szczerze mówiąc. W pierwszej chwili z jego ust wydobyło się ciche prychnięcie, symbolizujące rozbawienie. Ba, nawet uśmiechnął się szerzej, ale... Ale to tylko do chwili, gdy ta zaczęła machać mu ohydną skarpetą przed twarzą. Cofnął się z wyrazem odrazy i niesmaku na twarzy i sam o mało się nie przewrócił. Wolałby tego uniknąć, nie lubił za bardzo się brudzić ani podrzeć sobie o tą ziemię portek, bo potem musiałby iść z takimi rozwalonymi  do domu, a jeszcze przecież nic nie zjadł. 
- Jestem Gilbert, a pedofilem może i byłem, zanim to się stało nielegalne. - Odpowiedział z godnością, końcówkę wypowiadając z nutką lekkiego marudzenia na nowy, dziwaczny system. Ale to też nie było tak, że w totalnych bachorach gustował, o nie. Po prostu kiedyś długość życia była inna... I tak dalej. 
Podniósł się z ziemi i otrzepał, ot, na wypadek, gdyby jednak się trochę przez to wszystko pobrudził. Miał nadzieję, że tak się nie stało, no i podobnie zresztą prezentowała się kwestia ciała dziewczyny. Pył w ustach nie był niczym przyjemnym dla wampira. 
- Co znaczy "hipster"? - Spytał, a jego brew nieznacznie powędrowała do góry. Pewnie kolejne dziwne, slangowe słowo dzieciarni, którego i tak nie zrozumie, bo i po co... Za kilka kolejnych lat znowu im się zmieni. 
- Nie potrzebuję tego, a ty przestań gadać, bo się głodny tak w cholerę robię...  - Powiedział niby luźno, przesuwając przy tym czubkiem języka po wysuniętych już nieco kłach. Wyciągnął do niej dłoń, chcąc pomóc jej wstać. Pociągnął dziewczynę do góry i objął ją w talii jedną ręką. Żałował, że dziś będzie musiał obejść się bez walorów zapachowych swojego posiłku, ale jakoś to przeżyje. 
- Zaboli tylko przez chwilkę, ale się nie rzucaj. - Zamruczał cicho tuż przy jej uchu, po czym ucałował skórę na jej szyi i wbił w nią kły. Tylko... Ona nie smakowała jak Przyziemny, ani tym bardziej jak Nefilim. Od razu oderwał się od niej i odsunął, jakby to ona planowała zrobić krzywdę jemu. Oczyścił językiem zęby, drżąc od okropnego smaku, kojarzącego mu się z trucizną. Splunął gdzieś w krzaki i obrzucił ją oskarżycielskim spojrzeniem. 
- Kto cię na mnie nasłał, co? Czemu chciałaś mnie zatruć? - Spytał, robiąc krok do tyłu. Wydawało mu się, że wrażenie, jakie młoda sprawiała na początku, nagle prysło. Musiała być jakąś płatną zabójczynią albo psychopatką z sąsiedztwa!
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Vesna Popovska on Pon Sie 24, 2015 5:14 pm

Kompletnie nie zrozumiała, o co chodziło mężczyźnie. Że niby kiedy to było legalne? Dosłyszała coś na kształt zawodu w jego głosie. Taki peszek, sama już nie zaliczała się do obiektów zainteresowań pedofilów przez wzgląd na swój wiek, ale ze względu na swój wzrost nadal mogła zostać wzięta za coś młodszego, niż w rzeczywistości. Może zanim się obróciła myślał, że jest młodsza, i teraz mu smutno. A może przyjechał zza granicy, z jakiegoś kraju, gdzie pedofilia to coś zupełnie normalnego? A może podróżuje w czasie? A może jest jednym z... nich... Prawie zauważalne pytajniki wokół jej głowy zaczęły powoli przeistaczać się w zrozumienie na jej twarzy.
Nagle znalazła się w pionie i przez chwilę próbowała zrozumieć, co się stało. Ruch był tak szybki, że ledwo go zarejestrowała. Przed oczyma ciągle miała przesuwający się po charakterystycznych kłach język. Miała rację. Tylko co robić?! Co robić?! w kieszeni miała ten głupi, stary scyzoryk, ale wątpiła, by udało jej się obronić za jego pomocą. Ucieczka też nie wchodziła w rachubę, trzymał ją w talii, a do najsilniejszych nie należała. Zastygła więc w oczekiwaniu, modląc się, choć w zasadzie nie wiedziała do kogo. Najprawdopodobniej do Matki Natury, która niedługo weźmie ją do siebie...
Usłyszała jego pomruk tuż przy swoim uchu, więc zacisnęła z całej siły oczy i cała zesztywniała ze strachu. Nie mogła nawet ruszyć palcem. Spodziewała się od razu kłów, więc dotyk ust bardzo ją zdziwił. Kiedy na ułamek sekundy rozluźniła mięśnie, nadeszło oczekiwane ugryzienie.
- Ugch...
Z jakiegoś powodu wampir odskoczył prawie tak nagle, jak ją ugryzł i zaczął pluć i patrzyć na nią z wyrzutem. Najwyraźniej nie przypadła mu do gustu. Zamiast poczuć ulgę, jakoś... poczuła się śmiertelnie urażona.
- Nie wiem, kim jesteś. Sam sobie to zrobiłeś. Było nie gryźć obcych w lesie! - Powiedziała oburzonym tonem, pod wpływem kilkusekundowego przypływu odwagi. Poczuła, że ogon znowu jakoś niewygodnie leżał, wyciągnęła więc jego końcówkę i zakręciła nim, odsunąwszy się od Gilberta na jakieś cztery metry. - Ha!
Odwaga jednak szybko się skończyła. Gdyby tylko była jakąś czarownicą... cała obrona, jaką dała jej Matka Natura, polegała na tym obrzydliwym smaku jej krwi. No, potrafiła też zagadać niektórych ludzi na śmierć. Ale teraz to się chyba nie uda.
A co do tej psychopatki z sąsiedztwa... ha...


avatar
Vesna Popovska

Liczba postów : 23
Join date : 03/08/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Pon Sie 24, 2015 5:59 pm

- O nie, nie, nie, nie. Ty mi to zrobiłaś. JOHANN, GDZIE JESTEŚ?! NAJPIERW MNIE ODRZUCASZ A TERAZ CHCESZ MNIE ZABIĆ?! JAK MOŻESZ BYĆ TAK OKRUTNY, CO?! A NIECH CIĘ, JOHANNIE PANIE ŁOWCO! - Wykrzyknął, unosząc ręce do nieba. Zemści się za to, Johann nauczy się, że nie można pogrywać z uczuciami tak starych i potężnych wampirów, jak Gilbert. 
- Skąd miałem wiedzieć, że jesteś trutką na uczciwych, wampirzych obywateli?! No kuuurwa, jak to tak można! Szarlataństwo, szok i niedowierzanie! - Wciąż jazgotał, łażąc w kółko przez dłuższą chwilę. W końcu jednak doszło do kolejnego ataku na jego szanowną osobę: spomiędzy zdradliwych, perfidnych drzew wyleciała prosto na niego przerażająca, okropna i bezlitosna sowa. Wrzasnął niesamowicie piskliwym jak na siebie głosem i podskoczył aż. 
- Czemu dosłownie wszystko chce mnie zabić?! - Bo oczywiście to nie było tak, że ptak wystraszył się jego wrzasków i chciał uciec przed ich źródłem. Niespodzianka: to też było winą Johanna! Jak wszystko, co przytrafiało się Gilbertowi w ostatnim czasie! 
Wampir obejrzał się na dziewczynę. Miała ogon? Po co jej ogon? W sumie, fajnie byłoby mieć ogon. Do merdania byłby całkiem w porządku, to spuszczania wiekuistego, puszystego wpierdolu jeszcze lepszy! 
Ale... Ale zaraz, przecież kto miał ogony w świecie cieni? Czarownicy i część mieszkańców Dworów. O kurwunia. Wampir drgnął nerwowo. Dziewucha może zrobić jakieś magiczne czary mary chuju muju i raz-dwa rozwalić Gilberta jakimś głupim światłem czy czarodziejskim ogniem. I co wtedy będzie? Kto wtedy będzie dokuczał Johannowi, co?! 
- Ty... Tylko nie magikuj mi tu, co? Nie mogę ci zrobić krzywdy, więc nie rób też mi, corect*? Jestem niegroźnym dla ciebie krwiopijcą, więc schowaj miecze świetlne, Patrzę Niebochodzi, okej? - Uniósł niewinnie dłonie, by pokazać, że rzeczywiście nie ma złych zamiarów co do niej. Taki niewinny i miły był przecież..!




*rum. "zgoda"?
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Vesna Popovska on Pon Sie 24, 2015 9:01 pm

Teraz wampir zaczął jazgotać, a ona tym bardziej nie wiedziała, co ze sobą począć. Gdyby "WTF" potrafiło wychodzić z człowieka i stawać koło niego, wokół Vesny stałoby teraz co najmniej ośmiu wielkich, bardzo zdziwionych stworów. W zasadzie nie staliby spokojnie, tylko biegali wokół niej machając bez ładu i składu kończynami.
Takie rzeczy właśnie produkował mózg dziewczyny z oślim ogonem w ręce.
Gilbert zdawał się być w tej chwili bardzo zdezorientowany, tym bardziej, kiedy zaczął wrzeszczeć na bogu ducha winną, przerażoną sowę. Może to dobra pora, by brać nogi za pas? Ciężka sprawa, nawet jeśli teraz ma przewagę, to jak tylko wampir się ogarnie może wpaść w jego sidła. A wtedy może być już naprawdę wkurzonym Panem Kąsającym Świrem. Nawet, jeśli nie zabije jej w tradycyjny sposób, nie miała pojęcia, jakie zdolności posiadał. Mógł jej zrobić krzywdę na wiele sposobów. Rzucanie się na oślep może mieć zgubne skutki.
Wampir spojrzał na ogon w jej ręce, a wyraz jego twarzy zdradził, że dokładnie przetrawiał zdobytą właśnie informację. Genialny pomysł wpadł jej do głowy na chwilę przed tym, jak Gilbert doszedł do wygodnych dla dziewczyny wniosków.
Ułożyła dłonie w taki sposób, jakby miała zaraz wykonać za ich pomocą wyjątkowo skomplikowaną figurę, a na twarz przyjęła bojowy wyraz.
- Sam to zacząłeś - gryząc mnie. - Powiedziała głośno i stanowczo. Zrobiła krótką pauzę, zastanawiając się nad czymś. - To było bardzo, bardzo niemiłe.
Kierowana kolejnym nagłym przypływem odwagi, zbliżyła się odrobinę do wampira, dłonie nadal trzymając w taki sposób, jakby zaraz miała użyć magii.
Może się wystraszy na tyle, że sobie pójdzie?


avatar
Vesna Popovska

Liczba postów : 23
Join date : 03/08/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Pon Sie 24, 2015 10:05 pm

Park Griffitha od zawsze miał reputację mrocznego, tajemniczego miejsca, przepełnionego nieprzyjemnymi istotami. Szczególnie, gdy zbliżał się zmrok, tak, jak teraz. Dzikie wrzaski wampira wywołały z lasu coś gorszego, niż on sam. Przewalając kolejne drzewa po terenie parku przechadzała się wielogłowa bestia, zwabiona okrzykami bojowymi krwiopijcy. Piekielna istota zbliżała się do Gilberta i Vesny, wychwytując czułymi nozdrzami ich zapachy. Jej kroki były słyszalne, podobnie zresztą jak niskie, gardłowe pomruki i syk.

- Sama do chuja pana jesteś w tej chwili niemiła, no! - Powiedział, robiąc kolejny krok w tył, byleby zwiększyć możliwie odległość między nimi. Nie wierzył do końca w to, że mogła mu cokolwiek złego zrobić, ale kto ją tam w sumie wie, więc lepiej nie ryzykować... 
- Jestem za piękny, by być spalonym, kurna! - Gilbert patrzył nerwowo na jej dłonie, zastanawiając się, jak uciec bez większych obrażeń. Jeśli znowu pobrudzi swoje ubrania, to chyba się pochlasta, a jak je spali - konkretnie się wkurwi i znajdzie tą małą, jak będzie bezbronna. 
- C-co. - Nie, Gilbert nie spytał, Gilbert stwierdził. Istotę, która pojawiła się stosunkowo niedaleko, dało się określić jedynie w ten sposób. Parszywe to było, obrzydliwe i w ogóle jakieś takie wężowate, fujka totalna. 
- CO TY DO CHUJA JASNEGO PRZYWOŁAŁAŚ SWOIM CZARYMARY BADZIEBABLA, SMARKULO?! - Szarpnął dziewczynę do góry i dosłownie wykrzyczał jej w twarz te słowa. Szczęki potwora kłapnęły, zaś Gilbert przez dłuższą chwilę nawet nie starał się uspokoić. Przecież teraz ważniejsze było danie nauczki tej małej, wrednej dziewuszce i z pewnością zrobiłby to, gdyby nie fakt, że hydra zbliżała się do nich. Zrobił dość nietęgą minę i uznał, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji będzie odwrót taktyczny we francuskim stylu. Postawił dziewczynę na ziemi i okazał jej litość, gdyż złapał ją za nadgarstek i zaczął z nią uciekać. 
- Potknij się, a się przekonasz, że potrafię być gorszy od tego szkaradzieństwa..! - Warknął do niej ostrzegawczo, starając się ją odciągnąć od potwora możliwie najdalej. Jeśli będą w całkiem bezpiecznej odległości, może uda im się coś wymyślić...
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Vesna Popovska on Wto Sie 25, 2015 5:56 pm

Nie dość, że krwiopijca, to jeszcze hałaśliwy i wulgarny. W końcu przestała się go bać, choć nadal była ostrożna. Im bardziej się darł, tym bardziej miała go dość. Szkoda, że naprawdę nie mogła go czymś walnąć. Nagle strasznie zatęskniła za swoim małym sklepikiem i tykaniem zegarków. Po co w ogóle wychodziła z domu? Tam mogła sobie siedzieć spokojnie, na starym krześle w pokoju, gdzie okna były zasłonięte ciężkimi zasłonami, w delikatnym świetle żarówki. Naprawiać zegary i zegareczki, czyścić je, wymieniać ich części. Wywołać ostatnio zrobione zdjęcia.
Ostatnio coraz częściej wychodziła na światło dzienne, i oto były tego skutki: ślad po ugryzieniu na szyi, wcale nie przyjemny, oraz rozhisteryzowany wampir przed nią. Jeśli jakoś to przeżyje, to chyba przez miesiąc nie wyjdzie z mieszkania.
Tylko że... jeśli myślała, ze wampir był problemem, to co teraz...?
Wyraźnie poczuła za sobą czyjąś obecność... a raczej usłyszała, to lepsze określenie. Nie zdążyła się obejrzeć, by zobaczyć, co to takiego. Nagle znalazła się w powietrzu i zszokowana patrzyła, jak twarz rozgniewanego, wrzeszczącego Gilberta znajduje się dziwnie blisko. Stworki WTF znów się pojawiły, a gdy została postawiona na ziemi i pociągnięta w las, pognały za nimi, rozpaczliwie machając rękami w powietrzu.
Biegnąc, odwróciła głowę do tyłu na krótką chwilę. To coś było tak obrzydliwe, że Gilbert nawet nie musiał jej ostrzegać. Sama nagle dostała nowych sił i przyspieszyła jakoś ze dwa razy. OBRZYDLISTWO.
Przez chwilę przez głowę przemknęła jej myśl, jakim do cholery cudem jej matka zaliczyła coś pokroju tego stwora. Tylko przez drobną sekundę. Potem jeszcze bardziej przyspieszyła. Sama nawet nie wiedziała, że potrafi biec tak szybko. Ogon, którego nie zdążyła schować, obijał się o jej boki i uda przy każdym zakręcie i podskoku w celu ominięcia wystającego korzenia. Nie śmiała sprawdzić, ale miała wrażenie, że udało im się zbudować pewien dystans między nimi a potworem.
Co teraz...? Co teraz? CO teraz?
Przyszło jej do głowy, że jej blef może zaraz zostać odkryty. Co, jeśli Gilbert zażąda od niej, by pozbyła się jakoś potwora, skoro ma takie a nie inne zdolności? Podwójne kłopoty! W przypływie rozpaczy puściła strasznie chłodną dłoń wampira, gotowa, by spróbować ja wyszarpnąć w najbardziej dogodnej chwili.


avatar
Vesna Popovska

Liczba postów : 23
Join date : 03/08/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Wto Sie 25, 2015 11:56 pm

Ze względu na krótkie łapy potwora jego brzuch szorował po leśnej ściółce. Wyczuł już, że jego niedoszłe ofiary uciekły, przez co nie był też zbyt zadowolony z całej sytuacji. Niemrawo, potykając się i obijając o kolejne przeszkody, ścigał swój przyszły obiad. Wszystkie trzy szczęki co jakiś czas nieprzyjemnie kłapały, z każdej sączyła się trująca, demoniczna ślina. Hydra była znacznie wolniejsza od uciekającej dwójki, jednak nie planowała pozwolić im na ucieczkę. Nawet, jeśli ta para jej się wymknie, nawinie się ktoś inny.

Gilbert biegł tak szybko po raz pierwszy od... Od naprawdę bardzo dawna, aż szkoda liczyć, no. Nie był jednak zmęczony z prostego powodu, mianowicie i tak był już martwy od dobrego kawałka czasu. Zatrzymał się z małą czarownicą za jakimś wielkim kamulcem, by mogła złapać ten cały oddech, którego on sam w zasadzie nie potrzebował. Puścił jej dłoń, na marginesie ludzkie ciepło w dalszym ciągu było dla niego dość obce, ale mniejsza o to. 
- I co? Gdzie twoje sztuczki? Zrób coś z tym paskudem, spal go albo coś... Eeech, nie chcesz współpracować, bo byłem niemiły, co? Kobiety. Jakie wy dziwne jesteście. Aż chuj opada. Uuuuch, no, zrób coś...! - Zaczął ponownie marudzić głosem zniżonym do szeptu i wyjrzał za skałę. Potwór jeszcze nie namierzył ich dokładnej lokalizacji, ale to była kwestia czasu. Pochylił się nieco do dziewczyny, by przynajmniej bodźce słuchowe aż tak tej szkarady nie pobudzały i znowu się odezwał: 
- Słuchaj... Czuję więcej, niż ty. Nasz zapach, zapach lasu i Hydry jest wszędzie. Nie wyglądasz na wojowniczkę, więc wyjątkowo będę miły. Jedyne, co masz zrobić, to rzucać kamieniami, cokolwiek hałaśliwego robić, żeby to... To coś było odwrócone do mnie tyłem. Jestem cichszy i nie oddycham. Mam asa w rękawie... - Skończył i poklepał ją po ramieniu w niby uspokajającym geście. Uśmiechnął się znacznie milej i spokojniej, bo możliwe, że od niej zależało jego życie. Jeśli potwór skupi się na jednym celu, nawet nasilająca się woń drugiego nie przyciągnie jego uwagi, przynajmniej taką miał nadzieję. 
- Po wszystkim kupię ci jakąś czekoladę za tę krew. Nawet taką dużą, wiesz. Nie pozwolę cię zjeść, to jest za brzydkie, żeby jeść niewinne dziewczynki... Odstrzelę mu te parszywe łby, ale muszę być blisko. Nie zakradnę się, jeśli nie skupi się na czymś innym. A... a żyć jednak warto! Nawet, jak się nie żyje! - Skończył swoją przemowę motywacyjną. Fakt faktem, w swoim mniemaniu miał dla kogo żyć. Był mały Charlie, panienka Luzie i był... Był Johann, niezastąpiony Johann! Na myśl o nim wyszczerzył się szeroko i normalnie roześmiałby się, ale w obecnej sytuacji po prostu odbezpieczył pistolet. Będzie zabawa...
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Vesna Popovska on Sro Sie 26, 2015 9:42 pm

Jej kondycja pozostawiała wiele do życzenia, dlatego już niedługo zaczęła głośno dyszeć i stopniowo zwalniać, choć działo się to wbrew jej woli. Kiedy zatrzymali się i mogła wreszcie zaczerpnąć oddechu, była mu tak wdzięczna, że aż miała ochotę go przytulić. Oczywiście by tego nie zrobiła. Nie, zważając na okoliczności i na to, że na samym początku wampir zamierzał wrzucić ją sobie na deser. Nadal była nieco obrażona za jego reakcję, jakby to nie był powód, dzięki któremu jeszcze miała się całkiem dobrze.
Nawet jej do głowy nie przyszła taka wymówka, nie zdążyła się aż tak na niego wkurzyć. Gilbert odwalił za nią robotę. Postanowiła, że dla własnego dobra lepiej faktycznie zacznie udawać śmiertelnie obrażoną jego wcześniejszym zachowaniem. Jeszcze gorszy grymas pojawił się na jej twarzy, gdy ten znów przeklął.
- A niech opada, nie mam zamiaru nawiązywać z nim bliższej znajomości. - burknęła oburzona.
Chętnie zrobiłaby COŚ. Robienie CZEGOŚ byłoby naprawdę super. Tyle, że ona była upośledzona i taka się urodziła, że nie mogła nawet się obronić. Mogła zrobić za to bardzo ładne NIC. Powoli zaczynała wpadać w histerię. Na szczęście wampir zdawał się wpaść na jakiś pomysł. Odetchnęła i wysłuchała go uważnie. W miarę, jak mówił, jej oczy otwierały się szerzej.
- Skąd mam wiedzieć, że gdzieś nie nawiejesz, jak odwrócę jego uwagę?! - podniosła lekko głos, ale szybko sama się uciszyła. Ponownie odezwała się szeptem. - Ja zacznę rzucać kamieniami, to mnie zeżre, a ty weźmiesz nogi za pas! - zdziwiona spojrzała na jego rękę na swoim ramieniu. Jakoś się tego nie spodziewała. Została raczej na chwilę wytrącona z równowagi, niż się uspokoiła.
- Nie chcę czekolady. - mruknęła. Największą nagrodą za dobre sprawowanie i jednoczesną zapłatą za ugryzienie byłoby po prostu trzymanie się od niej z daleka... Chociaż... Nie zostawił jej samej, zadał sobie trud (raczej niewielki), by ją tu zaciągnąć. Może tylko po to, by robiła za wabik, ale już trudno. Taki sojusznik albo żaden, nieprawdaż? Choć nie zamierzała tak łatwo wybaczyć mu, że prawie umarła przez niego ze strachu. - Eem... dzięki. Ale wiesz, dla mnie to ma chyba dosyć małe znaczenie, co mnie zje. Szkarada, czy wampir. Zjedzona to chyba martwa na śmierć, no nie...?
Nie było czasu na paplaninę. Kiedy sobie konwersowali hydra nadrabiała odległość.
Vesna pomodliła się w duchu do wszystkich bogów, duchów, zwierząt i powstańców jakich znała... i wyskoczyła z ukrycia. Postanowiła zaufać wampirowi. Trochę durny pomysł, ale jakie miała wyjście? Spojrzała na szkaradę i oniemiała z obrzydzenia. Co to ona miała...? Aha, no tak.
- Twoja stara jest tak gruba, że jak obraca się na łóżku, to odparza sobie dupę o gorący żyrandol! - wrzasnęła, rzuciła w stwora kamieniem (którym nie trafiła) i zaczęła robić pajacyki.


avatar
Vesna Popovska

Liczba postów : 23
Join date : 03/08/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Czw Sie 27, 2015 2:01 pm

Bestia nie do końca rozumiała słowa, jakie w jej stronę padały, jednak reakcja zapewne była pożądana, gdyż ruszyła w kierunku, z którego dochodził głos dziewczyny. Niemrawo bo niemrawo, ale pełzła, sunąc brzuchem po podłożu. Szczęki dalej złowrogo kłapały, a pomruk zwiastujący głód wydobył się z wnętrza bestii. Wyminęła wampira, który mógł teraz spokojnie działać zgodnie ze swoim planem.

Dobra, najgorzej jeszcze nie było. Dziewczyna trochę wybuchła, ale żywi chyba mają z tym jakiś problem... No, mniejsza o to. On nie miał zamiaru tracić nerwów. Zaszła w nim kolejna w ciągu tej doby zmiana psychiczna, oczywiście jedynie chwilowa, w każdym razie, zbudził się w nim jakiś strateg. Stare dzieje, bardzo stare, o tak. Na jej słowa zareagował zmrużeniem oczu tak, że jego twarz przybrała może i całkiem straszny wyraz. 
- Miałem zamiar cię zjeść, ale to niestety niewykonalne, ponieważ twoja krew w większej ilości mogłaby mnie zabić. Żyję od kilkuset lat, przeżyłem wszystkie żałosne wojny Przyziemnych i inne takie durnoty, od paru lat na moim tropie jest łowca wampirów... Jeśli dalej istnieję to oznacza to, że chcę żyć dalej. Nie zjem cię, a jak ucieknę, to nie załatwię tego dużego tam. Pójdzie po kogoś innego, a ja bym wolał, żeby nie poszedł po kogoś, kogo znam. Zrozumiałaś? Potraktuj to tak, jakbym się o ciebie troszczył. Jesteś dla mnie nietykalna. - Mniejsza o to, że będzie musiał sobie poszukać jakiegoś innego pożywienia. Póki co w jego interesie było zabicie demona. Czy on wyglądał na cholernego Nefilim? No ale mus to mus, co poradzić. Odprowadził małą wzrokiem i sprawdził jeszcze broń. Prychnął cicho słysząc, jak ona wyzywa szkaradę i aż się wyszczerzył. 
Po raz kolejny jego zdolność zmiany postaci miała okazać się przydatna. Podkradanie się jako cień było znacznie ciekawsze i skuteczniejsze, niż w wampirzej postaci. Tym właśnie sposobem wpełzł na grzbiet potwora i powoli zaczął się materializować, by odstrzelić mu jeden łeb. Zaśmiał się głośno i wycelował w drugi łeb, im więcej tym lepiej, ot! Krew demona ubrudziła jego ciało, z czego oczywiście nie był zbyt zadowolony, ale jakoś trzeba to przeżyć. 
- No co, brzydalu, fajnie tak z jedną głową?! Padalcu tyyyy! Ahahaha~ Upierrrrdoooolę ci ten głupi łeb! - Wrzasnął zachwycony, starając się wycelować w ostatni łeb demona. Odrzut po raz kolejny wstrząsnął jego ciałem, podobnie jak ostatnie ruchy ciała paskudy. A on? On się z całości niesamowicie cieszył i głośno roześmiał się w chwili, gdy demon wrócił do swojego wymiaru, a sam Gilbert wylądował tyłkiem na ziemi, w kałuży krwi bestii. 
- Ooooo chujałkaaaa... - Powiedział, gdy już się w miarę uspokoił i pomachał do Vesny dłonią w beztroskim geście. 
- Eeeej, już w porządku~ Koleżka sobie poooszeeedł... Będę za nim tęsknił! - Dodał z lekkim oburzeniem i podniósł się z ziemi. Ciekawiło go, czy zmywanie krwi demona będzie trudniejsze, niż pozbywanie się ludzkiej...
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Vesna Popovska on Pią Sie 28, 2015 9:26 pm

Szkarada, jak już została pieszczotliwie ochrzczona Hydra, była bez wątpienia jednym z najpaskudniejszych stworów, jakie Vesna widziała w swoim życiu. Przez cały czas jego trwania starała się unikać kontaktu zarówno z demonami, jak i przedstawicielami innych ras. Przytulna ciasnota mieszkania całkowicie jej wystarczała, no ale czasem trzeba było zrobić zakupy. Ostatnio dokładała coraz więcej starań, by trochę się otworzyć, wylądowała w parku i wpadła na to. Cóż, z pewnością nie było to najniebezpieczniejsze stworzenie, jakie spotkała, ale wystarczająco niebezpieczne, żeby stojąc tuż przed nim i czekając na jego zbliżenie się skamienieć ze strachu. Szkarada była trochę tępa, ale jak się patrzyło na te trzy łby, to wcale nie było pocieszające.
Skupiła się na jednym łbie i nagle zdała sobie sprawę, że nie wie, gdzie jest wampir. A jednak! Zostawił ją na pastwę losu! Uciekł, tchórz zasrany! A ona biedna, tak się poświęciła! Niech ktoś zabierze pozostały po niej ogonek! Jest zbyt piękny, żeby zginąć w brzuchu tej Paskudy! Tylko... komu go przekazać...? Matce, która nie wiadomo gdzie i kim jest? Teraz to już uznała, że chyba faktycznie wolałaby zostać zabita przez wampira...
W trakcie, kiedy ją zalewało tsunami złych myśli, Gilbert zmaterializował się na grzbiecie bestii i szybko ją załatwił. Otworzyła oczy (nagle zdała sobie sprawę, że od paru sekund mocno zaciskała powieki) i zobaczyła go w kałuży krwi. Nie odmachała mu, podeszła za to z zamiarem podania mu ręki i pomocy we wstawaniu. Była jednak zbyt powolna, poradził sobie sam. Co nietypowe dla niej, zupełnie nie wiedziała co powiedzieć.
- Umm...e... - mruknęła. Pewnie nie usłyszał, zajęty oglądaniem własnych ubrań. - Nieźle. Dzięki.
Było to niesamowicie niezręczne, toteż jej policzki ledwie zauważalnie zaróżowiły się. Nie wiedziała, jak mu podziękować, tym bardziej, że wcześniej chciał się nią pożywić. Niby była dla niego nietykalna, ale sposób bycia Gilberta nie pozwalał jej się rozluźnić.
- Chyba musisz się wykąpać. - powiedziała w końcu, starając się tak skonstruować zdanie, żeby nie zabrzmiało, jakby chciała go obrazić. W końcu wdzięczność się mu należy, nawet, jeśli zrobił to po to, by ratować swój tyłek. - ...ej... mmm... przykro mi, że zostałeś bez obiadu. - Wydusiła w końcu i uśmiechnęła się, możliwe, że odrobinkę złośliwie.


avatar
Vesna Popovska

Liczba postów : 23
Join date : 03/08/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Sob Sie 29, 2015 1:50 pm

Cała ekscytacja wywołana starciem z demonem wciąż wręcz w nim kipiała i co jakiś czas chichotał jak skończony świr. Którym był zresztą, ale kto by się tym przejmował... Z kieszeni wewnętrznej staroświeckiej kamizelki wydobył bardzo, bardzo starą monetę i wcisnął ją dziewczynie w dłoń. 
- Haa, powinno wystarczyć na czekoladę! Nie mogę iść z tobą... Bo troszkę się upaćkałem! - Jego głos oczywiście też wskazywał na to, że pod sufitem ma trochę nierówno, a dodając do tego jego przygłupi uśmiech to od razu powinno się go zamknąć w pokoju bez klamek i zawinąć w uroczy, biały kaftanik. Odgarnął włosy, które jak zwykle zasłaniały mu prawą część twarzy. 
- Nie uciekłaś, a ja bym nie mógł cię zjeść. Dałaś radę, nooo~ Mogłaś uciec. Wtedy mogłoby nie być tak łatwo... - Poklepał ją dłonią po głowie, mając przy tym na myśli pochwałę. Przez chwilę rozglądał się, starając się przy tym znaleźć drogę do wyjścia z ogromnego parku. 
- W tamtą stronę do cywilizacji! Oooo tam! - Wskazał dłonią między drzewa, podekscytowany wciąż całym zajściem. Złapał dłoń dziewczyny, co by się nie zgubiła czasem po drodze... Skoro była nietykalna, to musiał zadbać, by tak zostało. Zatrzymał się dopiero przy bramie parku. Puścił jej dłoń i pochylił się nieco, jak do dziecka. W sumie przy nim większość typowych Podziemnych i każdy Przyziemny był jak dziecko. 
- Nie pogryzę cię już nigdy więcej. Pooza tym... Jak będziesz potrzebowała pomocy, na przykład w zdjęciu czegoś z wysokiej półki w sklepie, możesz mnie szukać w Venice. Duży dom z zasłoniętymi oknami to mój. Za dnia wchodź od razu, niestety nie mam jak otwierać wtedy drzwi, po zmroku w sumie też. Tylko nie zawsze jestem, wieeeesz. - Uśmiechnął się i ruszył w swoją stronę. Pomachał jej jeszcze na pożegnanie. Niezbyt wyszło mu polowanie, ale tak już bywa. Jutro pójdzie znowu... Może znajdzie kogoś, kto nadaje się do spożycia. Na murze odgradzającym park od reszty miasta siedział kot, który przykuł uwagę Gilberta. Zwykły, czarny kociak z białymi skarpetkami i krawacikiem. Wampir zachwycony aż pisnął, zaś kocisko się obudziło i przeciągnęło, ale o dziwo... Nie uciekło. 
- Jaka mała puciłapka! - Wykrzyknął zachwycony i zgarnął kota z muru, by zaraz go przytulić do siebie. 
-Tu jest niebezpiecznie! Wezmę cię do domu i będę ci jedzonko onlajn zamawiał! - Jedyną reakcją ze strony kota było wystawienie języka z mordki i przygryzienie go. Gilbertowi oczy zabłyszczały. 
- TEŻ UWAŻAM, ŻE JESTEŚMY SOBIE PRZEZNACZENI, PUCIŁAPKO! - W ten oto sposób wampir poznał trzy nowe twarze (pięć, jeśli liczyć pozostałe łby hydry) i uzyskał fantastycznego przyjaciela, jakim był Puciłapka. 

[zt]
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Vesna Popovska on Sro Wrz 02, 2015 2:23 pm

Mimo, że Vesna dała już radę zauważyć, że wampir do normalnych nie należy, kiedy usłyszała jego szaleńczy chichot nie mogła powstrzymać dreszczu. Skrzywiła się nieco i odsunęła od niego kilka centymetrów, tak w razie czego. Chwilę później wcisnął jej upaćkaną krwią z jego ręki monetę. Była chyba cieplejsza od skóry wampira, co nie było dziwne. Krew hydry na przedmiocie oczywiście była obrzydliwa, ale nie na tyle, by zgasić entuzjazm dziewczyny, która własnie zdała sobie sprawę z tego, jak stary pieniądz trzyma. Zachwycona zaczęła go oglądać z każdej strony. Niesamowita! Dołączy do mojej kolekcji!
Kiedy już stwierdziła, że znajomość z wampirem w sumie może mieć i dobre strony, ten poklepał ją po głowie brudną ręką. Jęknęła cicho i spróbowała zetrzeć resztki mazi ze swych włosów. Na pochwałę nie zdążyła zareagować, bo chwilę później Gilbert pociągnął ją w stronę wyjścia z parku tak, że prawie upuściła cenną monetę. Żeby zapobiec temu w przyszłości, szybko włożyła ją do kieszeni. Tam będzie bezpieczna, a ona będzie mogła spędzić kilka wieczorów podziwiając swa zdobycz. Na pewno nie wymieni jej na czekoladę.
Dotarli w końcu do bramy. Była troszkę zmachana, a kiedy pochylił się nad nią jak nad dzieckiem, poczuła się nieco niezręcznie. Wielu ludzi... i innych tak robiła. Nienawidziła swojego wzrostu.
- Umm... jasne... - odpowiedziała i uśmiechnęła się blado. Wątpiła, żeby kiedyś zachciało jej się go odwiedzić z własnej woli. Chyba, że miałby więcej takich cudownych staroci, a na pewno ma. I może... gdyby miała do czynienia z jakimś strasznym stworem, chętnie skorzysta z jego pomocy. Może naprawdę opłaca się kontynuować znajomość? Nigdy nie była w tym dobra, ale może się uda. - Wpadnę kiedyś do ciebie... na herbatkę.
Odmachała mu na pożegnanie. Tym razem jej uśmiech był jednym z najszczerszych... na pewno tego dnia, a może i w tym miesiącu. Obróciła monetę między palcami, trzymając dłoń w kieszeni. Nagle o czymś sobie przypomniała.
- Ooooch niee, Pan Śnieguś... - jęknęła głośno na wspomnienie porzuconej skarpetki w świąteczny wzorek. Teraz znowu był sam! - Wrócę po ciebie! Ale może kiedy indziej...
Teraz bardzo potrzebowała się umyć i umieścić zdobycz w bezpiecznym miejscu.

[zt]


avatar
Vesna Popovska

Liczba postów : 23
Join date : 03/08/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Giovanni Alvarez on Wto Wrz 15, 2015 9:57 pm

Po długiej przerwie w służbach Giovanni znów powrócił w mundurze na ulice Los Angeles, znowu starając się swoim czujnym okiem zapobiegać różnym nieszczęściom, ale i brać udział w wymagających akcjach. Całe zmęczenie i niechęć do funkcjonowania w społeczeństwie minęło, a za to wiele spokoju znów zagościło w tym nie tak złym, dużym psie. Ba, ostatnio nawet był przesadnie miły dla swoich przełożonych, nie mając nawet zamiaru narzekać na ogrom pracy, który czekał go po urlopie. Dzienna zmiana minęła spokojnie, bez większych zakłóceń. Postanowił wrócić do domu na piechotę, jadąc jedynie kawałek komunikacją miejską. Musiał zrobić zakupy, żeby móc coś ludzkiego zjeść po powrocie do domu. Niespiesznie szedł jedną z alejek w Parku Griffitha, nucąc pod nosem piosenkę, której słuchać poprzez założone słuchawki. Nie słuchał jej wcale głośno, ale na tyle, by w miarę dobrze słyszeć dźwięki dookoła niego. Było już ciemno, więc trzeba była zachować ostrożność. Był policjantem i potrafił się bronić, jednak zawsze powinien być pełen gotowości. Miał jednak nadzieję, że sił używać nie będzie musiał, a tego by nie chciał. Miał po prostu zbyt dobry humor. Co było widać po tym lekkim uśmiechu na twarzy, oraz cichym głosie, który wiernie powtarzał słowa słuchanej piosenki.
avatar
Giovanni Alvarez

Liczba postów : 68
Join date : 01/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Sro Wrz 16, 2015 2:24 pm

Szedł po mieście poirytowany, wkurwiony jak chyba nigdy i naprawdę wściekły na świat. Miał ochotę zgwałcić komuś dom i spalić matkę jakiemuś niewinnemu człowiekowi a potem kontynuować jakikolwiek niecny proceder. Znowu zaszedł do Parku Griffitha - może tu ponownie spotka jakiegoś demona, na którym będzie mógł wyładować całą swoją frustrację i agresję. Przechadzał się po dobrze znanych już chodnikach i ścieżkach, mając ochotę zniszczyć cokolwiek lub kogokolwiek. 
Do jego uszu w pewnym momencie dobiegły odgłosy czyjegoś nucenia i jakiejś melodii. Jako wampir miał przecież czulszy słuch i doskonale słyszał kolejne wersy śpiewane cicho w tym samym tempie, co w domniemanych słuchawkach. Poszedł jak po sznurku do źródła dźwięku - okazał się być nim dość przystojny facet, prawdopodobnie z samiutkiego południa Stanów lub Ameryki Środkowej. Uśmiechnął się i podszedł do niego - był podobnego wzrostu, ale wydawał się lepiej zbudowany. Renoir nawet nie zwrócił większej uwagi na jego zapach, po prostu zaszedł go od tyłu i w stary, dobry sposób wykręcił mu rękę za plecy. 
- Nie będzie bolało. - Obiecał i pochylił się nieco do jego szyi. Nim jednak wgryzł się w nią, uderzył go smród psa. Mokrego. Brudnego. ... Wilkołak. 
- ... - Postanowił przemilczeć swój błąd. Odsunął się od mężczyzny, odwrócił na pięcie i po prostu poszedł w swoją stronę.
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Giovanni Alvarez on Sro Wrz 16, 2015 9:18 pm

Z chwili na chwilę był coraz bliżej domu, do którego tak bardzo chciał teraz dotrzeć. Marzyła się mu kąpiel, normalna kolacja i sen, którym mógłby nabrać sił na kolejny dzień służby. Zawód policjanta nie był łatwy, ale jakoś musiał dawać sobie radę, skoro właśnie tę drogę objął. Poza tym... robił to, co chciał, więc nawet nie myślał o chwili zwątpienia, czy rzeczywiście powinien aż z taki utęsknieniem iść do domu. Wiadomo... też miał prawo do wypoczynku, ale ewidentnie uciekał od pracy! Trzeba coś z tym zrobić, nie ma nawet innej możliwości.
Zamyślił się, przestając na chwilę nucić piosenkę, gdy nagle poczuł jak coś go obezwładnia. Zaraz... wampir? Widząc, że pijawka zrezygnowała z posiłku aż się uśmiechnął szeroko i odwrócił w stronę krwiopijcy, który właśnie beztrosko sobie stąd uciekał. Przytrzymał mocniej siatkę z zakupami, sprawdzając czy z drugą ręką wszystko w porządku.
- Stchórzyłeś?
Rzucił za nim, wyciągając z uszu słuchawki i skupiając na nim całą swoją uwagę.
- Nie najemy się dzisiaj, co? Biedny... Tutaj nieopodal jest bank krwi, więc jak masz ochotę na kielicha to się tam zgłoś.
Westchnął cicho, udając, że w jakikolwiek sposób przejął się tym wampirem. Po prostu go zainteresował. Wcześniej nie wyczuł, że ma do czynienia z wilkołakiem?
avatar
Giovanni Alvarez

Liczba postów : 68
Join date : 01/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Sro Wrz 16, 2015 9:47 pm

Miał sobie iść, miał mieć święty spokój, w sumie to nawet przeklęty, jeśliby sobie pożartować... Ale nie, pan pies musiał się odezwać. Gilbert zatrzymał się i zaczął się zastanawiać, co zrobić. W zasadzie, odebrał to jedno słowo jako wyzwanie. Uniósł brew i znowu obrócił się do wilkołaka.
- Wyglądam ja ci na Chińczyka, że psy mam żreć? I uciszże tą gędźbę, dokuczliwe są te twoje hipgłupy. - Warknął nieprzyjemnie i demonstracyjnie ziewnął. Ot, by pokazać, że ma daleko i głęboko tego psiaczka. 
- W domu czeka na mnie słodki obiadek, który sam do mnie przyszedł. - Uśmiechnął się lekko, nieznacznie, jakby mówił o tym, że dostawa pizzy wkrótce przyjedzie prosto pod jego drzwi... Chociaż Gilberta w zasadzie bardziej obchodziłby dostawca, aniżeli pizza. 
- A ty co? Nie boisz się, że ktoś ci poderżnie gardło w nocy? Jest ciemno, ostatnio więcej demonów się szlaja. - Westchnął ciężko i dopiero popatrzył na jego siatkę. Skinął na nią głową. 
- Do babci to niesiesz, kapturku? A do picia co dobrego masz? - Skierował spojrzenie na twarz wilkołaka i nawet nieco szerzej się uśmiechnął.
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Giovanni Alvarez on Czw Wrz 17, 2015 9:30 pm

Aż zachciało się mu wybuchnąć śmiechem widząc, że jednak ruszyło to w jakimś stopniu wampira. No proszę, taki wrażliwy na swoim punkcie był? Przynajmniej połknął haczyk i przed snem Giovanni będzie miał trochę rozrywki. Użeranie się z pijawkami było zabawne, gdyż zwykle te starej daty unosiły się swoją dumą i zachowywały się jakby były nie wiadomo kim. Według Meksykanina, to tylko podrzędne prymitywy, które nic innego a robiłyby tylko "hsss". Były obrzydliwe i nie pałał do nich wielką miłością. Nawet jako zadeklarowany pacyfista czasami lubił pozaczepiać wampira, gdy się taki mu trafiał.
- No nie, ale przed chwilą się na mnie rzuciłeś jak na kawałek mięsa. Może jednak lubisz chińską kuchnię? - skomentował to nieco ciszej, przy tym przymrużając oczy i uśmiechając się nieco szerzej.
- Mi ktoś miałby poderżnąć gardło? Tak się składa, że kilku takich z okolicy godzinę temu wsadziłem za kratki. Poza tym... nie jestem Przyziemnym. Umiem sobie radzić. Nie musisz się tak o mnie martwić.
Rzucił nieco kąśliwie, przy tym przechylając nieco głowę na bok. Gdy usłyszał pytanie o siatkę z zakupami od razu się zaśmiał.
- Bo wiesz... tak się składa, że jem normalne posiłki i nie chodzę potem z krwią na twarzy, wyglądając, jakby moja dziewczyna miała właśnie okres.
Ziewnął po chwili, czując jak zmęczenie o sobie przypomina. A, walić to. Trochę zabawy przed snem jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
avatar
Giovanni Alvarez

Liczba postów : 68
Join date : 01/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Gilbert Renoir on Pią Wrz 18, 2015 10:40 am

- Niekoniecznie. I tak nie czuję smaku. Próbowałem. Jeżeli wsadzasz za kratki demony, to radziłbym współwięźniom nie upuszczać mydła. Myślisz, że te głupsze rozróżniają płeć? Oj, nie. Po prostu widzą fajny cel do rozrodu. Jak nie podziała, to trudno. Nie, żebym miał doświadczenie w tej kwestii, po prostu nieraz słyszałem o takich sytuacjach. - Nawet się lekko uśmiechnął, nie spuszczając wzroku z nieznajomego. Nie chciało mu się nawet go bić, gryźć, czy cokolwiek innego. Może zwykła rozmowa dobrze mu zrobi, przynajmniej minimalnie. 
- Amigo el piesełło, ja akurat nie bywam brudny. Nie szarpię gardeł, to nieeleganckie. Jestem dość humanitarnym wampirem i nie zabijam tak często. Zwykle trochę się napiję i daję uciec. Natomiast wolałbym nie wnikać w twoje życie erotyczne. - Przewrócił oczami i zrobił kilka kroków w jego stronę. 
- Chodziło mi o... No, na przykład alkohol. Dobrze wchodzi. - Powiedział bez cienia skrępowania. W sumie by mu to bardzo dobrze zrobiło, upić się, wrócić do domu i po prostu walnąć się na łóżko, a potem spać. I okazjonalnie dokarmiać kota. 
- Jeśli nie masz, to możemy zahaczyć o sklep. Mam pieniądze... Nie mam zamiaru upić cię i zgwałcić, po prostu nie chcę pić do lusterka. To najgorsze, co można zrobić pijąc. - Mruknął, żałując, że w sumie nie ma czego teraz zapalić. Naprawdę miał podły humor.
avatar
Gilbert Renoir

Liczba postów : 75
Join date : 19/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Giovanni Alvarez on Pią Wrz 18, 2015 9:10 pm

W milczeniu wysłuchał wampira, po chwili stwierdzając, że on w sumie jest całkiem w porządku. I przyznał to całkiem szczerze, zwłaszcza, że nie znosił wampirów. Na jego twarzy pojawił się całkiem szeroki uśmiech i zrobił kilka kroków w jego stronę.
- Skoro koleżka chce się napić czegoś konkretnego, to nie ma na co czekać. Gdzieś tu nieopodal jest sklep, na pewno dostaniemy tam jakiś odpowiedni trunek.
Oznajmił zadowolony, zaraz to jeszcze sobie coś przypominając.
- A w nawiązaniu do wcześniejszych słów... demonów nie zamykam. Ale potencjalnego gwałciciela, czy kogokolwiek innego. A za kratkami zawsze nie warto upuszczać mydła. Dobrze, że nie jestem klawiszem i słyszę to tylko z opowieści.
Westchnął cicho i spojrzał na niego, zaraz to ruszając powoli w stronę sklepu.
- Jestem Giovanni. Skoro mamy razem pić, to warto by było się poznać choć trochę, nie?
Rzucił od tak, przechylając lekko głowę na bok. Jakoś nigdy nie pił z pijawką, w dodatku był pierwszą, z którą w normalny sposób rozmawiał. Pewnie była to jedna jedyna sytuacja, kiedy mógł w taki sposób zbliżyć się do wampira.
avatar
Giovanni Alvarez

Liczba postów : 68
Join date : 01/07/2015

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Park Griffitha

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics
» Park

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach




HogwartDreamPogrzebowe Wino Akademia SuperbohaterówDark AgesVampire KnightRainbow RPGBlackButler


NA MOCY RADZIECKICH PIESEŁÓW ZAKAZUJEMY KOPIOWANIA TREŚCI Z SHADOWHUNTERS PBF. OBRAZKI UŻYTE NA FORUM POCHODZĄ Z DEVIANTARTA, TUMBLRA I ZEROCHANA.


@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Ogłoszenie autorstwa Kate/Corazon
Przeróbki na rzecz forum - Drejki